Moja największa porażka blogowa

Moja największa porażka blogowa

Moja największa porażka blogowa

Od dłuższego czasu jestem zapisana do kilku grup na Facebooku. Ich tematyka jest różnorodna, od promocji bloga oraz biznesu, poprzez coaching po zdrowy styl życia oraz odchudzanie. Większość z nich działa bardzo prężnie, ma wielu aktywnych członków i publikuje interesujące mnie treści. Obserwując ich działalność pewnego pięknego dnia wpadłam na genialny pomysł założenia swojej własnej grupy. 

Zalety tworzenia grupy na Facebooku

Zapragnęłam mieć własną grupę, ponieważ chciałam stworzyć zaangażowaną społeczność blogową. Marzyłam o miejscu zrzeszającym pasjonatów zdrowego stylu życia, właściwego odżywiania, odchudzania z głową oraz specjalistów w tych dziedzinach. Grupa, w której  można by nawiązywać kontakty z koleżankami/kolegami po fachu, zdobywać zainteresowanie nowych czytelników, dyskutować, wymieniać się uwagami oraz doświadczeniami na interesujące nas tematy. Myślałam sobie też, że w przyszłości część tych osób mogłaby stać się potencjalnymi nabywcami moich usług oraz produktów.

Zatem pod koniec lutego wraz z Marzeną prowadzącą blog Fitspirit po licznych naradach podjęłyśmy decyzję, że wspólnie stworzymy taką grupę. Chciałyśmy dzielić się w niej z czytelnikami naszą wiedzą z zakresu dietetyki, psychodietetyki oraz coachingu. Wspierać potrzebujące osoby, a także zachęcać je do dyskusji oraz dzielenia się swoimi doświadczeniami oraz wiedzą. Zamierzenia były bardzo ambitne. A jaka była rzeczywistość?

Moja największa porażka blogowa

Moja największa porażka blogowa

Przez pierwsze dwa tygodnie po otwarciu grupy zapisy były dość regularne. W szybkim tempie uzbierała nam się grupa około 80 kobiet. Zauważyłam, że za każdym razem jak ktoś się zapisywał, to przez dwa w porywach trzy tygodnie był bardzo aktywny. Zadawał pytania, komentował, wrzucał zdjęcia, linki oraz ciekawe informacje. Razem z Marzeną wyznaczyłyśmy sobie dyżury co drugi dzień, tak aby codziennie również od nas pojawiały się wartościowe wpisy, a także starałyśmy się na bieżąco odpowiadać na wszystkie komentarze. Przez pierwsze tygodnie z zapałam opracowywałyśmy w naszej opinii interesujące, a przede wszystkim pożyteczne dla naszych członkiń materiały.

Pierwsze rozczarowania

Jednak z tygodnia na tydzień zauważyłam, że zaangażowanie osób w grupie jest coraz mniejsze. Wpisy nad którymi spędzałyśmy z Marzeną sporo czasu, w zasadzie przechodziły bez echa. Największą popularnością ku mojemu rozczarowaniu cieszyły się różnego rodzaju kolorowe tablice. Na przykład porównanie ile kalorii ma cola, a ile smoothie, a także różne śmieszne obrazki. Trochę się załamałam i jednocześnie zdenerwowałam. Większość osób zapisujących się do naszej grupy deklarowała na samym początku, że chce wreszcie zmobilizować się, aby zacząć tracić w mądry, przemyślany sposób nadprogramowe kilogramy. Gdybym ja miała jakiś problem do rozwiązania i zapisała się do grupy, która może mi pomóc się z nim uporać, to myślę, że starałabym się wyciągnąć dla siebie ile się da. Publikowałabym moje poczynania, zadawałabym pytania korzystając z okazji, że mogę uzyskać bezpłatną poradę od osób, które znają się na rzeczy. Najbardziej zadziwiało mnie to, że po wstawieniu tablicy 100 pytań do coacha i doradcy żywieniowego oraz zachęcie z mojej strony, żeby pytać nie pojawiały się żadne zapytania.

Moja największa porażka blogowa

W tym momencie, to była przysłowiowa kropla, która przepełniła czarę goryczy. Stwierdziłam, że dalsze prowadzenie tej grupy nie ma najmniejszego sensu. Poświęcałyśmy z Marzeną sporo czasu na przygotowanie treści i regularne ich publikowanie. Często odbywało się to kosztem zaniedbania innych aspektów blogowania, a nawet zarwanymi nocami. W zamian nie otrzymywałyśmy żadnej informacji zwrotnej. Także nie wiem, czy treści były czytane z zaciekawieniem i po prostu pozostawione bez komentarza. Czy może osoby należące do grupy uważały je za nudne oraz bezużyteczne. Bez współpracy ze strony członkiń grupy naprawdę było niemożliwością odnieść się do tej sytuacji. Na sam koniec zanim się poddałam chciałam jeszcze raz spróbować i zaczęłam na forum podpytywać o tematy, które grupa chciałaby przeczytać w kolejnym miesiącu, ale nie dostałam ani jednej odpowiedzi. Dlatego też, żeby się dalej nie frustrować i móc przeznaczyć czas na coś bardziej efektywnego podjęłam dość trudną decyzję o zamknięciu grupy.

Na dzień dzisiejszy ciężko mi stwierdzić, co poszło nie tak. Podejrzewam, że jak zwykle wina leży gdzieś po środku. Z jednej strony myślę, że to moja największa porażka blogowa do tej pory, ponieważ zrezygnowałam z przedsięwzięcia w które włożyłam sporo pracy, energii, czasu oraz nadziei. Jednak z drugiej strony z natury jestem optymistką, zatem wierzę, że w przyszłości, kiedy zdobędę więcej doświadczenia jeszcze uda mi się stworzyć taką grupę jaką sobie wymarzyłam.

A jakie jest Twoje zdanie na temat grup na Facebooku?

  • Dosyć przykra sytuacja, tym bardziej, że włożyłaś w ten projekt dużo pracy i serca. Ale przez to nabyłaś trochę doświadczenia i mam nadzieję, że następnym razem będzie lepiej:) a zresztą, która z nas nie miała swoich porażek blogowych? Pozdrawiam:))

    • Dokładnie Gosiu, na porażkach człowiek się uczy i zdobywa kolejne doświadczenia, także nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło ;).

  • Ciężko zadowolić ludzi. Na tych dużych grupach, największą popularność mają posty, gdzie można się podzielić linkiem do siebie. Tak widzę, że zaangażowanie też nie jest za dużo.

    • Dokładnie, myślę że ludzie preferują miejsca, w których maja namacalne korzyści z uczestnictwa.

  • Myślę, że aktualnie grupy FB wyrastają jak grzyby po deszczu. Trudno się teraz przebić, zadowolić wszystkich i utrzymać początkowe napięcie. Póki grup było mniej, osoby w nich uczestniczące też bardziej się angażowały, a teraz swój wolny czas muszą poświęcać na 2 razy wiekszą liczbę grup.

    Myślę też, że podjęłyście się naprawdę bardzo trudnego zadania, więc brawo za to, że byłyście takie ambitne i pracowite! 🙂 Czasem naprawdę trudno powiedzieć co poszło nie tak…

    trzymam kciuki za Ciebie Aniu!! <3

    • Dzięki Dagmara, świetnie to ujęłaś. Ostatnio mam wrażenie, że coraz ciężej się przebić we wszystkim ;). To doświadczenie dla mnie jest bardzo cenna lekcją. Znając mnie jak mi emocje opadną i sytuacja będzie sprzyjająca, to pewnie znowu spróbuje w innym wydaniu ;).

  • Dziwne, mnie by interesowala mozliwosc korzystania z Waszego doswiadczenia. Jestem w kilku grupach i zauwazylam, ze czesto wlasnie takie glupie tematy wzbudzaja najwieksze zaangazowanie i tez mnie to zalamuje 🙂 Tez myslalam o zalozeniu grupy, ale nie mam na to sily, a Twoj przyklad pokazuje, ze faktycznie czasami trudno utrafic w ludzkie gusta…

    • Nie wiem, może poświęciłam na to zbyt mało czasu, może żeby rozkręcić grupę trzeba się tylko na tym skupić. Może powinnam próbować ściągnąć do niej innych ludzi, bardziej zaangażowanych. Może kiedyś jeszcze spróbuję. Na razie muszę się skupić na bieżących projektach.

  • Sama założyłam kiedyś grupę, ale dziś ona żyje własnym życiem. Już nie wstawiam tam zdjęć ani podejmuje konwersjace. Nie ma sensu.

    • O, to i tak dobrze, że żyje, moja nie przejawiała pod koniec już żadnych oznak życia ;).

  • Karolina Niedziela – Kasiarz

    Będę za nie długo próbować rozhulać grupę na fb. Zobaczymy. Strach się bać 😉

    • Może nie będzie tak źle;). A jaka tematyka? A jak nazywa się Twój blog?

      • Karolina Niedziela – Kasiarz

        zdrowe żywienie – Sunday’s Diet to mój blog, firma i w ogóle wszystko 🙂

        • Aaaa już kojarzę :). Dziękuję za namiary.

  • Paulina R-w

    hmmm..ja bloguje ledwo od 2 mc…tez jestem na kilku grupach..z ednej strony spoko bo są wsparciem pod kontem komentarzy itd…ale czasem szlag mnie trafia jak oczywiście ja czytam innych wpisy…żeby wywiązać się z umowy bycia na grupie. a tematyka jest mi zupełnie obca i mnie nie interesuje…strata czasu…i rzeczywiście jest tak, ze zamiast zająć się napsianiem i skomponowaniem świetnego wpisu czytam…coś co wg mi nie siedzi…i cały czas się zastanawiam czy to dobry kierunek…

    • Właśnie, grupy, to straszne pożeracze czasu! Ja staram się ograniczyć moje uczestnictwo w grupach do minimum. Jestem może w 5. A jaki jest adres Twojego bloga? Nie wyświetlił mi się.

  • Ania, to nie porażka imo tylko kolejne doświadczenie.
    W tej chwili są tysiące grup i ludzie na pałę się do wielu zapisują a potem zapominają,idą do kolejnych, itp. Szkoda że nie zostałyście docenione, ale dobrze że to już za Tobą :).

    • O, tu się tak podepnę, bo też uważam, że to żadna porażka, tylko kolejne doświadczenie, Aniu 🙂 Szczerze – zdziwiłam się, że tak szybko się zniechęciłaś. Grupa to ciężki kawałek chleba, chociaż z zewnątrz może na to nie wyglądać 😉

      Od kilku miesięcy moduję na jednej z grup i rozwala mnie to, do ilu z nich ludzie zapisują się… 100 grup to nic nadzwyczajnego.
      Bardzo mnie to dziwi i zastanawia, czy rzeczywiście są aktywni, choć raz na jakiś czas, chociaż w 10 😀 Tylko, kurde, jak wygląda ich News Feed na fejsie…? 😀

      • Serio, 100 grup? Jestem w szoku :). Powiem CI, że tak szybko zrezygnowałam ze względu na to, że odłogiem leżały inne ważne dla mnie rzeczy – blog, fan page. Stwierdziłam, że muszę po prostu wybrać, co jest dla mnie priorytetem. Chociaż przyznaję, że była to trudna decyzja.

        • Przez Disqus 🙂 Pewnie się dziad nie załadował na czas 😀
          Blog, w mojej skromnej opinii, zawsze powinien być priorytetem 😉

      • strach się bać 😀

    • Przyznam Ci się, że chciałam mieć intrygujący tytuł ;). Na pewno w pewnym stopniu jest to dla mnie jakaś porażka, ponieważ zawsze jak coś nie wyjdzie, to pozostaje gorzki posmak. Jednak na pewno byłaby większa, gdybym mogła z ręką na sercu powiedzieć, że zrobiłam wszystko, co się dało. A tak nie jest. Wydaje mi się, że aby mieć super funkcjonującą grupę, to trzeba by się tylko tym zajmować lub mieć kogoś, kto by to za nas robił. Taką asystentkę.

      • Gorzej, że kasy z tego nie ma i nie możesz rzucić pracy, żeby moderować grupę 😉

  • Z takich sytuacji warto wyciągać wnioski, bo możesz jeszcze samą siebie zaskoczyć 🙂 Pierwsze koty za płoty!

    • Mam już pewne plany, ale na bardzo odległą przyszłość i to pod kilkoma warunkami ;). Także zobaczę jak sytuacja się potoczy.

  • Grupy na FB to trudny temat. Z jednej strony często się wypisuję, lub odlajkowuję jak mi spamują tablicę 😉 a z drugiej są miejscem gdzie można znaleźć odpowiedź na każde pytanie i pomoc w różnych kwestiach. Nie mniej jednak wydaje mi się, że utworzenie i utrzymanie aktywnej grupy to mega praca i chyba potrzeba też trochę szczęścia. Mnie juz wystarczy trud z FP 😉

    • Dokładnie! Ja mam teraz tyle pracy z blogiem, Facebookiem i Newsletterm, że nie mam już siły dalej ciągnąć tej grupy. Lepiej chyba robić mniej, ale dobrze.

  • Ja oprócz grupy blogerskiej nalezę do grupy założonej przez mamę-blogerkę: „mam, które nie zatraciły własnego ja”. Aktywnośc tam bywa różna, ale raczej gdy pada jakieś pytanie lub pojawia się post, to reakcje są. A! i jeszcze należę do grupy „cwiczące sexi-mamuśki” 😀 Może własnie dlatego, że wszystkie walczymy o lepszy wygląd to tam aktywność też wciąż jest 🙂

    • Może właśnie błąd tkwił w tym, że dobrze nie sprofilowałam mojej grupy. Może dobrym sposobem byłoby wprowadzić podania dla chętnych na zapis. Teraz coraz częściej cs takiego funkcjonuje w grupach.

  • Women’s World

    To o czym piszesz jest chyba zmorą każdego blogera. A dokładnie jest to strach i obawa przed porażką. Wkładasz w swoją pracę masę wysiłku i zaangażowania i odbierasz nic, ciszę, echo. Trudno powiedzieć co poszło nie tak. Nie wiem też jak uchronić się przed porażką. Zastanawiam się jak funkcjonują inne grupy, które nadal się rozwijają i nie tracą odbiorców.

    • Myślę, że nie da się uchronić przed porażką. Zawsze jak się działa, to jest prawdopodobieństwo, że człowiek się potknie. Po prostu nie ma co brać jej do siebie, nie poddawać się i działać dalej.

  • Wydaje mi się, że problem leży właśnie w ilości grup do jakich ludzie się zapisują. Zauważyłam, że z FB jest podobnie jak z centrum handlowym – chcemy kupić i to, i to i jeszcze tamto, a później nie starcza czasu, żeby efektywnie tego wszystkiego używać. Tak więc jestem przekonana, że problem nie polegał na merytorycznym poziomie Waszej grupy, tylko raczej na tym, że ludzie w dzisiejszych czasach scrollują 40 postów na minutę i nie mają czasu na to, żeby angażować się w jakąkolwiek dyskusję. A może im się nie chce? Chcą gotowych rozwiązań? „Nie pij Coli bo utyjesz, ma 124680975 kalorii!” – like. „Zastanów się czego unikać, żeby nie tyć” – aaaa, nie mam czasu się zastanawiać, lecę dalej.

  • Wydaje mi się, że jest to spowodowane baaaardzo dużą liczbą już istniejących grup. Ludzie zapisują się do wielu nich, ale tak naprawdę rzadko się udzielają lub wykorzystuj podane informacje. Z tego powodu sama ciągle odakładam założenie swojej grupy. Potrzeba chyba tutaj naprawdę przełomowego pomysłu, żeby zainteresować i zachęcić do udzielania się 😉

  • Dominika Ławicka

    Przynależność do grupy jest bardzo czasochłonna i w większości przypadków opiera się na bezmyślnym lajkowaniu. Też utworzyłam grupę i obecnie wrzucamy tylko linki, bo każda próba nawiązania jakiejś rozmowy kończyła się jednym, dwoma zdaniami. Szkoda… Zapraszam do zajrzenia na mój blog 🙂 http://matkapolkaczytajaca.blox.pl/

  • Dla mnie Facebook to jedna wielka porażka. Już dawno przestałam z niego korzystać i wchodzę jedynie okazjonalnie. Zapewne dla kogoś, kto prowadzi własną firmę może być pomocny, ale dla niszowych blogerów bez setek lub tysięcy polubień jest bardzo ograniczający. Niestety na mojej tablicy bloga pojawiały się jedynie posty popularnych blogerów. FB zupełnie zapominał o tych mniej popularnych, na których były równie wartościowe wpisy. Na szczęście jestem z pokolenia osób, które bez FB żyć potrafią 🙂

  • Jest mnóstwo grup na Facebooku, przystąpiłam do wielu z nich, ale obecnie zrezygnowałam z wielu. Codziennie korzystam jedynie z trzech. W kolejnych trzech jestem, ale udzielam się rzadziej. Częściej po prostu komentując wpisy innych. Ja przy swoim blogowaniu już zarywam nocki, nie wyobrażam sobie otwierać jeszcze grupę! Z mojego doświadczenia wiem, że ludzie w ogóle nie doceniają czyjejś pracy, a Polacy są jednymi z najtrudniejszych klientów (z mojego doświadczenia gorsi są tylko -uwaga, będzie niepolitycznie – generalnie Arabowie i Rosjanie). Nie przejmuj się, nie odbieraj tego w kategoriach porażki. Jedne projekty nam wychodzą, inne mniej. W tym wypadku nie wszystko zależało od Ciebie.

  • A tam, porażka, ale jakie zdjęcia piękne! 😀

    • Dzięki :). Dzień nad morzem, to najlepsze lekarstwo na wszelkie smutki i smuteczki ;). I oczywiście zejście z Kasprowego na piechotę. jestem wtedy w takim panicznym strachu, że każdy problem wydaje mi się błahostką :))))).

  • Ja właśnie swoją założyłam i mnie przeraziłaś 😉

    • Basia, ale u Ciebie widzę jest ruch, także tematyka trafiona i na pewno twoja grupa odniesie sukces :).

      • Dziękuję :* Oby było jak mówisz 🙂 Choć wiesz to czasem jest loteria, nie poddawaj się może wpadniesz na pomysł innej grupy, która się poniesie! :)))

  • Obecnie jestem w dwóch grupach, ale nie do końca jestem usatysfakcjonowana. Gdybym miała więcej czasu na takie rzeczy, pewnie moje zaangażowanie by wzrosło, jednak czasu mam niewiele na social media, już sam blog stanowi wyzwanie, a na resztę przypadają jakieś ukradzione chwile… Może i członkinie Twojej grupy miały ten sam problem? Druga strona medalu, to fakt, że dzisiaj „każdy” angażuje swój umysł w wiele przedsięwzięć, a otoczenie oferuje niezliczoną ilość propozycji. Zakładając grupę, bloga, czy jakieś konta w mediach społecznościowych, trzeba się chyba mocno napracować, żeby przy tak ogromnej konkurencji, przyciągnąć wielu szczerze zaangażowanych obserwatorów. Bo chyba trudno nie zauważyć, ile teraz mamy możliwości – oj, jest w czym wybierać.

    • Może właśnie o to chodziło, że ani ja, ani członkinie grupy nie miałyśmy wystarczająco dużo czasu, żeby się zaangażować. Zresztą wydaje mi się, że odchudzanie, to tak złożona sprawa, że lepiej pomagać komuś indywidualnie.

  • Nawet takie nieudane przedsięwzięcia szawsze czegoś uczą. Myślę, że teraz jest przesyt grup na Facebooku. A domena dotycząca zdrowia i odchudzania po prostu pęka w szwach. I działają tu firmy z większym budżetem i możliwością produkowania na pęczki coraz to nowych treści. Trzymaj się Aniu, jak to mówią, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Pozdrawiam serdecznie Beata

    • Dokładnie tak samo to odbieram. 🙂

    • Mam wrażenie, że ludzie bardziej coś cenią jak za to zapłacą. Wtedy boją się, żeby nie zmarnować pieniędzy;). A jak coś jest darmowe, to pewnie i tak bezwartościowe. Masz rację Beata, to była świetna lekcja i otworzyła mi oczy na to, co jest najważniejsze, czyli rozwój mojego bloga oraz tworzenie własnych produktów. Teraz mam sporo czasu, więc się tym zajmuję.

  • Myślę, że takie porażki są nam potrzebne Aniu, bo pokazują jakieś zapotrzebowanie. Grup na Fb jest ogromnie dużo i czasami jest tak, że ludzie nie nadążają z aktywnym uczestnictwem. Myślę, że działa tutaj jeszcze jedna przykra dla prowadzącego grupę prawda. Co jest za darmo nie „smakuje” tak samo jak coś za co płacimy. I mówię to jako belferka, która widzi jak działa rynek doradztwa. Lekcja w szkole jest mniej „warta” niż korepetycje. Buziaki 🙂

    • Dokładnie Basiu! Nawet ja teak mam, że jak za coś zapłacę, to wole to wykorzystać, żeby pieniądze się nie zmarnowały i bardziej to cenię. A czasem jak widzę np. jakiś kurs on-line, który jest darmowy, to w pierwszej chwili sobie myślę, że darmowy to pewnie kiepski. A potem się okazuje, że rewelacja. Jednak jestem dobrej myśli. ten rozdział jest dla mnie zamknięty, ale pracuje już nad nowymi projektami :).

  • I porażki (choć to chyba nie jest porażka) czegoś nas uczą. Jestem w kilku grupach i muszę przyznać, że jestem mało aktywna (poza kilkoma grupami). W ciągu dnia pracy nie mam czasu, by się udzielać, a wieczorem, gdy odpalam laptop, tyle wszystkiego się pojawia, że nie wiem, od czego zacząć. Aniu, Twój blog jest super i możesz być z niego dumna.

    • Dziękuję Kasiu :). Powiem Ci, że chyba największym problemem w tym było to, że w zasadzie nie wiedziałam dokładnie po co to robię. Oczywiście chciałam pomóc potrzebującym osobom, ale ni jak nie mogłam sobie tej grupy połączyć z jakąś wymierną korzyścią dla mojej pieszczoszki Lifestylerki ;). Dlatego stwierdziłam, że blog i jego rozwój są dla mnie priorytetem i stawiam na to. Teraz od początku lipca pracuje jak szalona nad nowymi projektami, które ujrzą światło dzienne już w sierpniu.

  • Ciężko mi się wypowiedzieć,ponieważ nigdy takiej grupy nie miałam… Nie wiem więc jak to jest, jakie daje korzyści i czy tak naprawdę jest nad czym „płakać” 😉

    • Najlepsze jest to, że w sumie sama też nie wiem jakie konkretne korzyści mogłyby z tego być;). A płakać nie ma co, trzeba dalej działać.

  • No cóż, tego typu niepowodzenia zawsze są lekko lub bardzo rozczarowujące. Dobrze, że potrafiłaś powiedzieć STOP, kiedy widziałaś, że grupa nie do końca dobrze się rozwija.
    Moim zdaniem ostatnio tworzonych jest zbyt wiele grup i to dlatego część wartościowych jest niedostrzegana.

    • Masz rację, za dużo tych grup. Poza tym mam wrażenie, że ludzie chcą, żeby było łatwo lekko i przyjemnie. jednak w takich tematach jak skuteczne odchudzanie brak wysiłku i zaangażowaniem jest raczej możliwy. Także wyszło jak wyszło. trudno. Otrzepuje się i idę dalej.. jestem już w trakcie realizowania nowych projektów ;).

  • Ja bym nie rozpatrywała tego jako porażkę, sama mam grupę, do której się niestety z braku czasu nie przykładam i jest to grupa kopiuj-wklej. Należę do kilku dobrych grup, natomiast grupy znanych blogerów omijam, bo są one promocją dla samych blogerów i niczego nie wnoszą do mojego życia, a jedynie traciłabym na nie czas. Na fejsach też największą popularnością zawsze cieszą się memy, a nie poważne sprawy. Także, nie przejmuj się, grup jest za dużo, więc ludzie wybierają te popularne.

    • O, a Twoja grupa jaką ma tematykę? Coś o życiu w Italii? To prawda, prowadzenie grupy pochłania mnóstwo czasu. Żeby odnieść sukces, trzeba by chyba tylko na tym sie skupić.

      • Moja grupa nie ma tematyki- jest dla blogerek i tyle. Założyłam ją przed epoką włoską, a teraz jakoś nie mam czasu, by się nią zająć.

  • Nie traktowałabym to w kategoriach porażki, a zdobywania doświadczenia, pomocnych informacji o tym, co tak naprawdę potrzebuje blogosfera z danych zagadnień. Nie znaczy, że było źle, tylko może zbyt ambitnie (jeśli tak można powiedzieć), jakże często ludzie nie chcą się angażować ponad powierzchowność.
    Bookendorfina

    • Tak to staram się właśnie traktować. Dużo się nauczyłam, poznałam świetne osoby i po prostu idę dalej.

  • Nie przepadam za grupami na FB 🙁 Mam wrażenie, że Fb w tej chwili służy głównie do „polubiania” śmiesznych memów albo ostrych pyskówek z wzajemnym obrażeniem się w komentarzach. Coraz mniej w tym wszystkim dobrego słowa, wsparcia czy pozytywnego przekazu. Mądre wartościowe posty giną w natłoku bzdur… Zreszta system wyświetlania się postów na naszych ścian pozostawia wiele do życzenia…
    Aniu, nie traktuj tego jak porażki, a raczej jako cenne doświadczenie. A energię i zapał, który wkładałaś w przygotowywanie postów na grupie, włóż w bloga, gdzie czyta Cię wierne grono czytelników :*

    • Też mam właśnie wrażenie, że na FB wszystko jest tak na szybko, powierzchownie. Czułam, że marnuje mój czas i mogę go gdzie indziej lepiej wykorzystać. Bardzo się cieszę, że podjęłam taką decyzję. teraz mam 2 miesiące wolnego i skupiam się na rozwoju bloga i moich produktów.

  • Po pierwsze jak czegoś nie musimy to mamy słomiany zapał i myśle, że to nie jest Twoja wina. Ponadto brak czasu, żeby regularnie kontrolować facebook i spawdzać co kto napisał. Ja też jestem w kilku grupach facebookowych, ale jedna z grup, w której jestem to moja pasja, dzielimy się między soba informacjami wiedzą i to działa. Wszystko za darmo, nikt na nikim nie zarabia wszyscy jesteśmy wolontariuszami dla siebie wzajemnie i to działa. Jedni do grupy przychodzą, inni odchodzą. Wchodzę kiedy chce, chyba, że ktoś mnie wywoła do odpowiedzi, bez obowiązku jakiegokolwiek…i tak jest ok.
    Więc jesli nie działało u Ciebie to może faktycznie dobrze, że zamknęłaś grupę, nic na siłę i nie wiń siebie…

    głowa do góry, morze, słońce plaża, to kierunek wakacyjny 🙂

    • Własnie dla tego postanowiłam zamknąć grupę. Nie działała, więc po co ciągnąć coś, co nie zdaje egzaminu na siłę. Ta grupa, która Aniu opisujesz brzmi cudownie, spełnienie marzeń każdego administratora ;).

  • Czemu poddałyście się tak szybko? Jak chcesz stworzyć coś wielkiego w kilka tygodni/miesięcy?

    • Wiesz co, jeśli sytuacja byłaby odwrotna – powoli rosnące interesowanie, a nie szał na początku, a potem nic, to miałabym inne podejście. Poza tym stwierdziłam, że bardziej korzystne dla mnie będzie skupienie się na rozwoju bloga i fan page. Na wszystko niestety nie miałabym ani czasu, ani sił ;). Nie żałuję tej decyzji. Odetchnęłam z ulgą.

  • Na FB jest tak dużo grup, że mo.żna się pogubić:) Myślę, że osoby, które do Was trafiły miały inne oczekiwania, niż Wy 🙂 Tak bywa, może następnym razem będzie lepiej? 🙂

    • Możliwe. Rzeczywiście Facebook jest teraz przesycony grupami. Znak, że trzeba wyjść z czymś nowym, bardziej oryginalnym.

  • A widzisz ja jestem do kilkunastu grup zapisana i powiadomienia z twojej mi się zwyczajnie nie wyświetlały raz na czas tylko. Ja bym tego w ogóle nie traktowała w kategoriach porażki, zawsze to nowa wiedza i doświadczenie. I na taką grupę to jednak trzeba czasu dużo, a zaangażowanie to chyba tak samo jak z blogiem człowiek się stara żeby było jak najlepiej i nic a pokaże nowy kolor włosów i szaleństwo 😉 😀

    • Ha, ha, no właśnie. A nawet zobacz z tym artykułem, trochę ponarzekałam i od razu jakie zainteresowanie. dawno nie miałam tylu komentarzy. Chyba następnym razem otworzę grupę o nazwie Jak mi źle! 😉 To będzie hit ;).

  • Jestem zapisana do kilku grup, ale czasu brakuje, żeby być aktywną we wszystkich tak samo. Chyba jest już tego po prostu za dużo. 🙂 Ale nie wiem czy na Twoim miejscu bym ją zamykała. Raczej starałabym się dalej ją rozbujać może nie tworząc aż tak czasochłonnych treści na ten moment po prostu. 🙂

    • Masz rację, nastąpił przesyt. Też jestem w kilku grupach i rzadko się udzielam. Brak czasu.

  • Ehhh też założyłam grupę. Zainteresowało się 7 osób, promowałam się ale jakoś bez skutku i grupa zdechła. ALe mam już pomysł na coś nowego 😛

    • A jaką miałaś tematykę grupy?

      • chciałam zrzeszać 😛 blogerów w wieku podeszłym tj ok 40-stki i wyżej 😀

  • Bebe Talent

    Wiesz co, zawsze to ważne doświadczenie. Może to nie ten moment? Rzeczywiście niektóre grupy bardzo ładnie hulają, w innych ciężko o jakiekolwiek zaangażowanie. Kiedyś przeczytałam komentarz kolegi, który żalił się, że jak wrzuca ładne turystyczne zdjecia, to nikt się nie interesuje. A wystarczy, że pokaże jakieś żarcie i od razu co najmniej kilkanaście komentarzy. Coś w tym jest.

    • Powiem Ci, że ciężko mi stwierdzić na dzień dzisiejszy, co tak na prawdę poszło nie tak. Może za mało się angażowałam w to co robiłam.

  • Grupy to pożeracze czasu, czasem łapie się, że czytam coś totalnie niepożytecznego. Od pewnego czasu staram się na nie wchodzić, jedynie w konkretnym celu – aby poszukać odpowiedzi na jakieś moje pytania, lub odpowiedź na kilka ciekawych pytań. Sama nie porywam się do prowadzenia grupy, póki co muszę ogarnąć systematyczność w blogowaniu 🙂

  • Lubię grupy i często czytam treści. Udzielam się sporadycznie – zwłaszcza wtedy, gdy mogę komuś pomóc. Może za szybko odpuściłyście? Może można było promować grupę w stosownych miejscach? Trudno mi powiedzieć na 100%, bo jeszcze nie tworzyłam swojej. 🙂

  • Myślę, że bardzo ważne jest to, czego tak naprawdę szukamy w danej grupie. Jeśli chcemy zbudować społeczność, musimy się angażować. Nikt nie pozna naszego bloga, jeżeli będziemy tylko wrzucać posty w dniach promocji, chyba, że taki scenariusz założyliśmy na początku 😉 Osobiście lubię małe grupy. Łatwiej mi być na bieżąco, odpowiadać, wchodzić w interakcję. Duże mnie przerażają, dlatego zwykle wyłączam obserwowanie lub po prostu się z nich wypisuję. Aktualnie jestem w niewielu i jest mi z tym dobrze 🙂 A i tablica nie zaśmieca się tak szybko.

    Jeśli chodzi o tę porażkę, o której piszesz – ja bym nie nazwała tego porażką – to mocne słowo. Może niepowodzeniem, doświadczeniem. Wierzę, że nie była to łatwa decyzja, ale lepiej coś zrobić niż brnąć dalej w coś innego, co nie przynosi oczekiwanych rezultatów 🙂

  • Grupy na facebooku są w porządku, ale domyślam się, że ciężko o utrzymanie zaangażowania osób należących. Przyzwyczajeni jesteśmy do brania, a nie za bardzo chcemy coś od siebie dać.

  • Myślę, że powodem nie była sama grupa…ale działanie FB. Najprawdopodobniej większośc osób nie dostawała powiadomień. Z własnego doświadczenia widze, że FB co jakiś czas nakłada jakby filtry, które nieco zmniejszają widoczność danych stron/grup…Gdy się startuje FB na wstępie daje dobre zasięgi..a potem to już bywa różnie

  • Grup jest masa, więc ludzie niezbyt się w nie angażują – tak wynika z moich obserwacji. Sama należę do wielu grup, w których się nie udzielam. Szkoda Waszego czasu. Mnie też przez głowę przeszedł pomysł o grupie dla ludzi czytających mój blog, ale stwierdziłam, że to nie wypali. Ludzie mają i tak za dużo rzeczy do robienia w necie, do kontaktu z czytelnikami chyba lepszy byłby twitter.