Moja największa porażka blogowa

Moja największa porażka blogowa

Moja największa porażka blogowa

Od dłuższego czasu jestem zapisana do kilku grup na Facebooku. Ich tematyka jest różnorodna, od promocji bloga oraz biznesu, poprzez coaching po zdrowy styl życia oraz odchudzanie. Większość z nich działa bardzo prężnie, ma wielu aktywnych członków i publikuje interesujące mnie treści. Obserwując ich działalność pewnego pięknego dnia wpadłam na genialny pomysł założenia swojej własnej grupy. 

Zalety tworzenia grupy na Facebooku

Zapragnęłam mieć własną grupę, ponieważ chciałam stworzyć zaangażowaną społeczność blogową. Marzyłam o miejscu zrzeszającym pasjonatów zdrowego stylu życia, właściwego odżywiania, odchudzania z głową oraz specjalistów w tych dziedzinach. Grupa, w której  można by nawiązywać kontakty z koleżankami/kolegami po fachu, zdobywać zainteresowanie nowych czytelników, dyskutować, wymieniać się uwagami oraz doświadczeniami na interesujące nas tematy. Myślałam sobie też, że w przyszłości część tych osób mogłaby stać się potencjalnymi nabywcami moich usług oraz produktów.

Zatem pod koniec lutego wraz z Marzeną prowadzącą blog Fitspirit po licznych naradach podjęłyśmy decyzję, że wspólnie stworzymy taką grupę. Chciałyśmy dzielić się w niej z czytelnikami naszą wiedzą z zakresu dietetyki, psychodietetyki oraz coachingu. Wspierać potrzebujące osoby, a także zachęcać je do dyskusji oraz dzielenia się swoimi doświadczeniami oraz wiedzą. Zamierzenia były bardzo ambitne. A jaka była rzeczywistość?

Moja największa porażka blogowa

Moja największa porażka blogowa

Przez pierwsze dwa tygodnie po otwarciu grupy zapisy były dość regularne. W szybkim tempie uzbierała nam się grupa około 80 kobiet. Zauważyłam, że za każdym razem jak ktoś się zapisywał, to przez dwa w porywach trzy tygodnie był bardzo aktywny. Zadawał pytania, komentował, wrzucał zdjęcia, linki oraz ciekawe informacje. Razem z Marzeną wyznaczyłyśmy sobie dyżury co drugi dzień, tak aby codziennie również od nas pojawiały się wartościowe wpisy, a także starałyśmy się na bieżąco odpowiadać na wszystkie komentarze. Przez pierwsze tygodnie z zapałam opracowywałyśmy w naszej opinii interesujące, a przede wszystkim pożyteczne dla naszych członkiń materiały.

Pierwsze rozczarowania

Jednak z tygodnia na tydzień zauważyłam, że zaangażowanie osób w grupie jest coraz mniejsze. Wpisy nad którymi spędzałyśmy z Marzeną sporo czasu, w zasadzie przechodziły bez echa. Największą popularnością ku mojemu rozczarowaniu cieszyły się różnego rodzaju kolorowe tablice. Na przykład porównanie ile kalorii ma cola, a ile smoothie, a także różne śmieszne obrazki. Trochę się załamałam i jednocześnie zdenerwowałam. Większość osób zapisujących się do naszej grupy deklarowała na samym początku, że chce wreszcie zmobilizować się, aby zacząć tracić w mądry, przemyślany sposób nadprogramowe kilogramy. Gdybym ja miała jakiś problem do rozwiązania i zapisała się do grupy, która może mi pomóc się z nim uporać, to myślę, że starałabym się wyciągnąć dla siebie ile się da. Publikowałabym moje poczynania, zadawałabym pytania korzystając z okazji, że mogę uzyskać bezpłatną poradę od osób, które znają się na rzeczy. Najbardziej zadziwiało mnie to, że po wstawieniu tablicy 100 pytań do coacha i doradcy żywieniowego oraz zachęcie z mojej strony, żeby pytać nie pojawiały się żadne zapytania.

Moja największa porażka blogowa

W tym momencie, to była przysłowiowa kropla, która przepełniła czarę goryczy. Stwierdziłam, że dalsze prowadzenie tej grupy nie ma najmniejszego sensu. Poświęcałyśmy z Marzeną sporo czasu na przygotowanie treści i regularne ich publikowanie. Często odbywało się to kosztem zaniedbania innych aspektów blogowania, a nawet zarwanymi nocami. W zamian nie otrzymywałyśmy żadnej informacji zwrotnej. Także nie wiem, czy treści były czytane z zaciekawieniem i po prostu pozostawione bez komentarza. Czy może osoby należące do grupy uważały je za nudne oraz bezużyteczne. Bez współpracy ze strony członkiń grupy naprawdę było niemożliwością odnieść się do tej sytuacji. Na sam koniec zanim się poddałam chciałam jeszcze raz spróbować i zaczęłam na forum podpytywać o tematy, które grupa chciałaby przeczytać w kolejnym miesiącu, ale nie dostałam ani jednej odpowiedzi. Dlatego też, żeby się dalej nie frustrować i móc przeznaczyć czas na coś bardziej efektywnego podjęłam dość trudną decyzję o zamknięciu grupy.

Na dzień dzisiejszy ciężko mi stwierdzić, co poszło nie tak. Podejrzewam, że jak zwykle wina leży gdzieś po środku. Z jednej strony myślę, że to moja największa porażka blogowa do tej pory, ponieważ zrezygnowałam z przedsięwzięcia w które włożyłam sporo pracy, energii, czasu oraz nadziei. Jednak z drugiej strony z natury jestem optymistką, zatem wierzę, że w przyszłości, kiedy zdobędę więcej doświadczenia jeszcze uda mi się stworzyć taką grupę jaką sobie wymarzyłam.

A jakie jest Twoje zdanie na temat grup na Facebooku?